50% kosztów autorskich: komu naprawdę służy ulga dla twórców

Autorska ulga podatkowa — prawo do odliczenia 50% kosztów uzyskania przychodu — miała wspierać twórców. Razem zwraca uwagę, że korzystają z niej także korporacje przebierające całe działy za „twórców”, i chce rozmowy o modelu, który realnie chroni artystów, zamiast prostego podnoszenia limitu.

Zabytkowy gabinet z biurkiem do pracy twórczej.

Autorska ulga podatkowa pozwala twórcom odliczyć 50% kosztów uzyskania przychodu od honorariów za utwory, co obniża podatek dochodowy od tej części zarobków (ustawa o PIT, art. 22 — przez ELI). Brzmi jak przywilej dla artystów i po części nim jest, ale Razem zwraca uwagę na drugą stronę tego mechanizmu: z tej samej ulgi korzystają korporacje, które na papierze zamieniają całe zespoły w „twórców”, żeby zbić podatek. Dlatego partia była przeciw prostemu podnoszeniu limitu ulgi i opowiada się za rozmową o modelu, który chroni realnych twórców, a nie ich imitacje w rozliczeniach.

Jak działa ulga i gdzie jest haczyk

Mechanizm sam w sobie jest prosty. Kto tworzy utwór w rozumieniu prawa autorskiego i przenosi do niego prawa, może rozliczyć połowę przychodu z tego tytułu jako koszt, więc podatek płaci od mniejszej podstawy. Ustawa ogranicza to jednak rocznym limitem odliczenia i domyka katalogiem działalności uprawnionych do ulgi (art. 22 ustawy o PIT). Sens był społeczny: uznać, że w pracy twórczej realne „koszty” — lata nauki, warsztat, nieregularność dochodu — trudno rozliczać fakturami jak w firmie.

Problem zaczyna się tam, gdzie po ulgę sięgają dobrze opłacani specjaliści, których pracę da się podciągnąć pod „utwór”. Fragmenty pensji w działach IT, marketingu czy projektowych bywają księgowane jako honorarium autorskie, żeby zbić efektywną stawkę podatku. Im wyżej podnosi się limit ulgi, tym bardziej opłaca się taka optymalizacja — i tym więcej korzystają na niej firmy zatrudniające dobrze zarabiających, a nie twórca żyjący z nieregularnych honorariów.

Stanowisko Razem: kogo ulga ma chronić

Właśnie dlatego Razem był przeciw automatycznemu podnoszeniu limitu 50% kosztów. Partia argumentowała, że wyższy limit najhojniej wynagradza „cwanych managerów” upychających całe działy w kategorii twórców, podczas gdy artysta, dla którego ulga jest realnym wsparciem, zyskuje najmniej. Razem odsuwa spór o wysokość limitu na później i chce zacząć od rozmowy ze środowiskiem o tym, jak w ogóle powinno wyglądać opodatkowanie pracy twórczej:

Razem opowiada się za rozpoczęciem dialogu w sprawie uregulowania kwestii opodatkowania dochodów osiąganych przez środowiska twórcze. Metoda uregulowania sytuacji tej grupy powinna być przygotowana z uwzględnieniem opinii przedstawicielek i przedstawicieli środowiska twórców (…).— Partia Razem, stanowisko ws. kosztów przychodu artystek (16 listopada 2017), partiarazem.pl

W tej samej wypowiedzi Razem podpowiadał kierunki rozwiązań lepiej dopasowanych do specyfiki pracy artystycznej niż licytowanie limitu: rozłożenie nierównego dochodu na kilka lat podatkowych albo prostsze rozliczanie rzeczywistych kosztów — dzisiejszy ryczałt równie dobrze służy optymalizacji korporacyjnej. To samo stanowisko wskazywało zresztą, że obok podatków trzeba domknąć prawa emerytalne i ubezpieczenie zdrowotne twórców — wątek, który dziś wraca w programie 2025.

Poza podatkami: status i zabezpieczenie

Ulga autorska dotyka tylko jednej warstwy sytuacji twórców — rozliczenia z fiskusem. Znacznie głębszy problem to brak stabilnego statusu zawodowego i zabezpieczenia socjalnego, który Razem chce rozwiązać przez uregulowanie zawodu artysty i objęcie twórców ubezpieczeniami. Rozwijamy to w tekście o statusie zawodowym artysty. Podatki i składki są tu dwiema stronami tej samej sprawy: jak sprawić, żeby z pracy twórczej dało się godnie żyć i bezpiecznie się zestarzeć.

Źródła i dalsza lektura