Po co nam media publiczne: misja zamiast walki o oglądalność

Media publiczne rozliczane ze słupków oglądalności zaczynają udawać komercyjne stacje i gubią to, po co powstały. Razem chce mediów, które kształtują gusta, a nie tylko im schlebiają — pluralistycznych, edukacyjnych, kulturotwórczych, z ambitnymi treściami w głównym nurcie ramówki. To linia ze stanowisk Rady Krajowej z lat 2016–2017.

Zabytkowy lampowy odbiornik radiowy.

Media publiczne istnieją po to, by dawać obywatelom treści, których rynek sam z siebie nie dostarczy: rzetelną informację, edukację obywatelską i ambitną kulturę. Razem chce, żeby telewizja i radio finansowane ze wspólnych pieniędzy kształtowały gusta odbiorców i traktowały słupki oglądalności jako sprawę drugorzędną. To wizja mediów pluralistycznych i kulturotwórczych, w których ambitne treści mają swoje miejsce w głównym paśmie ramówki, dostępne dla każdego widza. Partia zapisała ją w stanowiskach Rady Krajowej z lat 2016–2017.

Oglądalność jako zawodna miara

Kiedy stację publiczną rozlicza się z tych samych słupków co komercyjną, zaczyna ona produkować to samo co konkurencja — bo tak najłatwiej zebrać widza. Ambitny reportaż, teatr telewizji czy program popularnonaukowy przegrywają z tańszą i pewniejszą rozrywką. Razem odwraca to zadanie: rolą mediów publicznych nie jest gonić za gustem przeciętnego widza, lecz ten gust podnosić.

Media publiczne (…) nie powinny się dostosowywać do gustów odbiorców, ale je kształtować, być narzędziem edukacji obywatelskiej (…). Ambitne treści (…) powinny być ulokowane w głównym nurcie (…) ramówek.— Partia Razem, stanowisko ws. nowelizacji ustawy o mediach publicznych (Rada Krajowa, 22 stycznia 2016), partiarazem.pl

Nie ma w tym pogardy dla widza. Jest za to założenie, że dostęp do wartościowej kultury i rzetelnej informacji należy się każdemu — także temu, kto nie będzie ich sam odszukiwał na nocnym marginesie ramówki.

Gdy media muszą zarabiać

Rok później, w grudniu 2017, Rada Krajowa ujęła sedno jeszcze ostrzej, wiążąc misję z modelem finansowania. Media, które muszą zarabiać, prędzej czy później porzucą to, co nie sprzedaje się reklamodawcy.

Media publiczne nie są od tego, żeby zarabiać, ale od tego, by dostarczać obywatelom i obywatelkom sensownych treści – ich wymuszona komercjalizacja grozi wypłukaniem ich misji.— Partia Razem, „O wolne, rzetelne media publiczne. Przeciw »dekoncentracji mediów«” (Rada Krajowa, 15 grudnia 2017), partiarazem.pl

Partia przypomina przy tym, że wolność wypowiedzi i prawo do informacji mają twarde zakotwiczenie: w art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz w art. 73 Konstytucji RP, który gwarantuje wolność twórczości i korzystania z dóbr kultury (Konstytucja przez ELI).

Co proponuje Razem

Z tej diagnozy partia wyprowadza kilka wymogów wobec mediów publicznych:

  • Kształtowanie gustów odbiorców — ambitne treści ulokowane w głównym nurcie ramówki (stanowisko z 2016).
  • Edukacja obywatelska jako jedno z własnych zadań mediów publicznych.
  • Pluralizm polityczny w programach informacyjnych, proporcjonalny do wyników wyborczych, oraz gwarantowany czas antenowy dla komitetów wyborczych (stanowisko z 2017).
  • Uwolnienie od przymusu zarabiania przez likwidację reklam i stabilne finansowanie, żeby misja nie została wypłukana przez komercję.

Skąd wziąć pieniądze na media, które nie muszą sprzedawać czasu reklamowego, rozkładamy w tekście o finansowaniu mediów publicznych. A dlaczego misja jest fikcją bez apolitycznego zarządu, tłumaczymy w tekście o mediach bez partyjnej smyczy.

Źródła i dalsza lektura