Instytucje kultury w Polsce zbyt często zmieniają dyrektorów wraz z układem sił w ministerstwie albo w urzędzie marszałkowskim. Razem chce te stanowiska uwolnić od kalendarza wyborczego: muzeum, teatr czy filharmonia to dobro wspólne, a nie własność tej ekipy, która akurat rządzi. Dlatego partia chce odpartyjnienia instytucji kultury i uniezależnienia osób nimi zarządzających od kaprysów władzy, tak by obsadę rozstrzygały jawne konkursy przed komisją złożoną z ludzi sektora. To linia utrwalona w oficjalnych stanowiskach Rady Krajowej z lat 2016–2017.
Upartyjnienie kultury: konkretne przypadki
Najgłośniejszym przykładem był konkurs na dyrektora Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie w 2017 roku. Do konkursu zgłosiło się siedmiu kandydatów; głosami przedstawicieli ministerstwa dyrektorem narodowej sceny został Marek Mikos, były dyrektor TVP Kielce, podczas gdy reprezentanci związków zawodowych głosowali na dotychczasowego dyrektora Jana Klatę. Razem opisało to jako wybór „politycznej marionetki” i wyraziło solidarność z zespołem teatru (stanowisko Rady Krajowej, 24 maja 2017).
Nie był to odosobniony przypadek — partia wskazywała cały ciąg podobnych decyzji: powołanie Cezarego Morawskiego na dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu wbrew protestom zespołu, odwołania w muzeach sztuki współczesnej czy plan przejęcia Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku przez fuzję i dekret (stanowisko Rady Krajowej, 7 października 2016). Wspólny mianownik jest zawsze ten sam: obsada stanowisk kierowniczych zapada jako decyzja polityczna albo z układów koleżeńskich, rzadko poprzedzona publiczną debatą o tym, jak dana instytucja ma działać.
Dlaczego to szkodzi samej kulturze
Kiedy dyrektor wie, że jego los zależy od chwilowej koniunktury politycznej, traci to, co Razem nazywa demokratycznym mandatem do zmieniania i rozwijania instytucji. Ustawiane konkursy, niejasne procedury i układy osłabiają wiarygodność placówki, psują atmosferę wśród pracowników i relacje z publicznością. Cierpi na tym jakość: sztuka, która ma znaczenie, rodzi się z niezależności i eksperymentu, a lęk o przedłużenie umowy ją dusi.
Partia ujmuje to wprost w kategoriach ustrojowych. Podporządkowywanie kultury bieżącym celom politycznym jest praktyką typową dla reżimów autorytarnych i zabójczą dla jakości działalności artystycznej. Dlatego Razem stanowczo opowiada się za wolnością słowa i ekspresji twórczej, przypominając, że żadna demokracja nie poradzi sobie bez autonomicznej i niezależnej od władzy sztuki (stanowisko z 2016 roku). O samej zasadzie wolności artystycznej piszemy szerzej w tekście o kulturze jako dobru wspólnym.
Co proponuje Razem
Sednem jest zasada: o obsadzie instytucji kultury rozstrzyga środowisko kultury.
Chcemy odpartyjnienia instytucji, uniezależnienia osób zarządzających od kaprysów władzy i zapewnienia tym samym dyrektorom i dyrektorkom przestrzeni do działań kulturalnych i artystycznych, poszukiwań, eksperymentów.— Partia Razem, stanowisko ws. Teatru Starego i upartyjnienia kultury (Rada Krajowa, 24 maja 2017), partiarazem.pl
Z tej zasady partia wyprowadza kilka trwałych postulatów:
- Rozstrzygający konkurs — każdy wybór na funkcję kierowniczą w kulturze przeprowadza niezależna komisja ekspertek i ekspertów.
- Kadencyjność stanowisk — żeby instytucje pozostawały otwarte na nowe nurty i projekty, chronione przed zamianą w prywatne folwarki.
- Samodzielność wyłonionych dyrektorów — pełna swoboda w prowadzeniu placówki, bez sterowania z ministerstwa.
- Kultura jako dobro wspólne — finansowana ze wspólnych pieniędzy i niepodległa ani rynkowi, ani władzy.
To, jak konkretnie miałaby wyglądać taka jawna procedura krok po kroku, rozkładamy w tekście o mechanice naboru na dyrektora. Wątek odpolitycznienia państwa i jawnych konkursów łączy się też z programem czystej polityki, który opisuje serwis Razem dla uczciwej polityki.
